Konfucjusz uważał, że mieszkanie z dziećmi na starość to poważny błąd, którego będziesz żałować.

Z biegiem lat często powraca pytanie, niekiedy niewypowiedziane: czy trzeba mieszkać blisko dzieci, aby czuć się otoczonym, kochanym i użytecznym?

Ta myśl wydaje się uspokajająca, niemal oczywista.

A jednak niektóre starożytne opowieści zachęcają nas do spojrzenia na to przekonanie inaczej.

Jedna z nich, przekazywana od ponad dwudziestu pięciu wieków i przypisywana mędrcowi Konfucjuszowi, wciąż rezonuje z zaskakującą nowoczesnością.

Opowiada historię Williama, starszego mężczyzny, który poświęcił całe swoje życie swoim dzieciom.

Jak wielu rodziców, wyobrażał sobie, że gdy dorosną, bliskość rodziny będzie naturalnym źródłem ciepła i pocieszenia. Postanowił więc osiedlić się w ich pobliżu, przekonany, że znajdzie tam swoje miejsce.

Kiedy bliskość nie wypełnia pustki

Pierwsze kilka dni było przyjemne, wręcz kojące. Potem, stopniowo, coś zaczęło pękać. Dzieci, pochłonięte obowiązkami, zdawały się być zapracowane. Wnuki, zapatrzone w ekrany, nie miały już czasu na długie rozmowy z dawnych lat. Dom był pełen hałasu, ale  serce Guillaume’a  czuło się dziwnie samotne.
Nie rozumiał. Jak można czuć się niewidzialnym w otoczeniu bliskich? Zaniepokojony, wyruszył w podróż, aby skonsultować się z Konfucjuszem, mając nadzieję na znalezienie odpowiedzi.

Mądrość dystansu

Siedząc pod kwitnącą wiśnią, mędrzec słuchał jego opowieści, nie przerywając. Następnie zadał proste, niemal niepokojące pytanie: dlaczego fizyczna bliskość miałaby gwarantować miejsce w sercach innych?  Guillaume  mówił o poświęceniach, latach spędzonych z rodziną, o przekonaniu, że miłość powinna przychodzić do niego naturalnie.
Konfucjusz odpowiedział mu obrazem: przepełniony wazon zawsze w końcu się przepełni. Również w związkach chęć zajmowania zbyt dużej przestrzeni może stłumić to, co pragnie się zachować. Dzieci mają swoją własną ścieżkę, swój własny rytm, a kochanie ich oznacza również akceptację tego, że nie można już nad nimi panować.

Puścić, by odnaleźć siebie

Guillaume  zrozumiał wtedy, że jego niepokój wynikał nie z braku uczuć, lecz z oczekiwań. Miał nadzieję otrzymać miłość w określonej formie, w określonym czasie. Ale jak piasek ściśnięty zbyt mocno w dłoni, miłość ucieka, gdy próbuje się ją zatrzymać.
Konfucjusz przypomniał mu, że starość to nie krok wstecz, ale nowy etap. Czas na ponowne skupienie się, na inną komunikację, a przede wszystkim na odnalezienie własnej drogi, niezależnej od opinii innych.

Przywracanie sensu swojemu życiu

Guillaume  postanowił zostać w świątyni na jakiś czas. Zajmował się ogrodem, rozmawiał z młodszymi dziećmi i dzielił się swoimi doświadczeniami, nie oczekując niczego w zamian. Stopniowo odzyskiwał zapomniany spokój. Nie dążył już do bycia niezastąpionym i właśnie w tym momencie stał się inspirujący.
Pewnego dnia otrzymał list od syna. Tęsknił za nim. Dzieci mówiły o nim z czułością.  Guillaume  się uśmiechnął. O nic nie prosił, a jednak więź stała się silniejsza, swobodniejsza, bardziej szczera.

Ponadczasowa lekcja

Ta przypowieść przypomina nam prawdę, którą czasem trudno zaakceptować: kochać nie znaczy zlewać się z życiem drugiej osoby, lecz dawać jej przestrzeń do istnienia. Mądrze starzeć się to rozumieć, że nasza wartość nie zależy od miejsca, jakie zajmujemy w życiu naszych dzieci, ale od pokoju, który pielęgnujemy w sobie.
Często bowiem to właśnie przestając oczekiwać, otrzymujemy najwięcej.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *