1 kwietnia 2026 r. Francuskojęzyczny Sąd Pierwszej Instancji w Brukseli wydał nieprawomocny wyrok, w którym nakazał Rzeczypospolitej Polskiej zapłatę blisko 5,6 mld zł na rzecz spółki Pfizer Export oraz odbiór około 64 mln dawek szczepionek przeciw
Orzeczenie stanowi finał pierwszego etapu sporu, który rozpoczął się pod koniec 2023 r. pozwem amerykańskiego koncernu wywołanym odmową dalszego przyjmowania preparatów przez polski rząd. Zgodnie z zapowiedziami, sprawa znajdzie swój finał w sądzie wyższej instancji.
Co Polska może zrobić? Gdzie upatrywać swoich szans? Skomentował to dla nas Oktawian Kuc z Wydziału Prawa i Administracji. Głos zabrał także Dr Mateusz Irmiński, adwokat w kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.
Sąd w Brukseli nakazał Skarbowi Państwa realizację unijnej umowy i zapłatę około 1,3 mld euro za nieodebrane szczepionki
Rozstrzygnięcie jest nieprawomocne, a Ministerstwo Zdrowia oraz Ministerstwo Finansów natychmiast zapowiedziały wniesienie apelacji
Spór jest prowadzony na terytorium obcego państwa, dlatego ocena szans Polski uzależniona jest od specyfiki belgijskiego prawa procesowego i materialnego
Konsekwencje orzeczenia i zapowiedź apelacji
W środę Francuskojęzyczny Sąd Pierwszej Instancji w Brukseli odrzucił argumentację obronną Polski, uznając, że brak jest podstaw do anulowania zobowiązań wynikających z kontraktu podpisanego z koncernem w 2021 r. przez Komisję Europejską. Tym samym sąd zasądził na rzecz Pfizer Export zwrot równowartości 1,3 mld euro (ok. 5,6 mld zł) oraz wykonanie nałożonego obowiązku odbioru preparatów. Narzuca to na polski budżet państwa gigantyczne obciążenie, które wymusiło błyskawiczną reakcję organów centralnych.
Zaskarżenie orzeczenia zostało od razu potwierdzone przez członków rządu, w tym przez ministra finansów Andrzeja Domańskiego. Ocenie poddawana jest też taktyka procesowa na kolejnym etapie sporu. Jak zauważa Oktawian Kuc z Wydziału Prawa i Administracji, konieczność złożenia środka odwoławczego przy takiej skali roszczeń jest bezdyskusyjna:
- Bez szczegółowej analizy wyroku trudno jednoznacznie stwierdzić, którym dowodom sąd dał wiarę, a którym odmówił wiarygodności, oraz jakie dodatkowe przesłanki czy podstawy prawne wpłynęły na to orzeczenie. Natomiast niewątpliwie przy wyroku, który zasądza tak olbrzymią kwotę, apelacja jest konieczna. Zresztą minister Domański zapowiedział jej złożenie.
Złożenie apelacji to w tym przypadku nie tylko dążenie do całkowitej zmiany wyroku, ale też zyskanie operacyjnego czasu przez pełnomocników państwa. Oktawian Kuc zwraca uwagę na pragmatyczny aspekt tego kroku instytucjonalnego:
-Wydaje się to jedną z możliwych, czy wręcz jedyną możliwą drogą. Wynika to też z faktu, że daje nam to czas na dalsze negocjacje z Pfizerem w zakresie tej kwoty. Zasądzone środki są olbrzymie i chociażby zmiana sposobu płatności poprzez rozłożenie jej na odpowiednie raty, tak żeby to obciążenie budżetowe zostało rozciągnięte w czasie, byłaby w tej sytuacji niewątpliwie już jakąś wygraną.
Przejście do merytorycznego i czasochłonnego etapu odwoławczego stanowi dla państwa najbardziej racjonalną formę obrony swoich finansów w obliczu tak drastycznych kar. Prawnik z Wydziału Prawa i Administracji krótko podsumowuje ten manewr:
- Oczywiście, tak jak wspominałem, nie znam treści tego wyroku, ale wydaje mi się, że to jedyne i najlepsze rozwiązanie w obecnej sprawie.
Rząd Morawieckiego zamówił szczepionki na COVID, których nie odebrał i za które nie zapłacił. Polska, a więc my wszyscy, będziemy musieli zapłacić za tę skrajną głupotę PiS ponad 6 miliardów kary. I to niestety nie jest prima aprilis.
— Donald Tusk (@donaldtusk) April 1, 2026
Belgijska procedura a szanse Polski w drugiej instancji
Skuteczne przeprowadzenie apelacji stanowi dla Rzeczypospolitej Polskiej wysoce skomplikowane zadanie, wynikające z bezpośredniej właściwości miejscowej sądu. Jurysdykcja sporu w całości zlokalizowana jest poza granicami naszego kraju, a stosowany reżim normatywny wyklucza bezpośrednie operowanie standardami krajowymi. Dr Mateusz Irmiński, adwokat w kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak, precyzuje fundamentalny problem z szacowaniem ostatecznego rezultatu:
- Bardzo ciężko jest udzielić odpowiedzi bez szczegółowej znajomości akt sprawy, bo jeżeli chodzi o ocenę szans, to trzeba wziąć pod uwagę procedurę belgijską — czyli kwestię tego, że postępowanie toczy się w Brukseli według belgijskiego prawa procesowego, a sama umowa również podlega prawu obcemu, a nie polskiemu.
Zastosowanie zagranicznych przepisów warunkuje całkowicie ramy możliwej do sformułowania obrony. To lokalne prawo decyduje, po jakie narzędzia wolno sięgnąć państwu na etapie środka odwoławczego. Dr Mateusz Irmiński zaznacza to wprost:
- Więc z tego powodu nie jestem w stanie ocenić tych możliwych do podniesienia zarzutów merytorycznych, które Polska może podnosić. Jak również sama kwestia zarzutów dopuszczalnych na tym etapie sporu, czyli w drugiej instancji, jest kwestią do wyjaśnienia z pełnomocnikami czy w ogóle z prawnikami z jurysdykcji belgijskiej.
Kluczowym zagadnieniem, od którego zależeć będzie ofensywa Skarbu Państwa, jest stopień otwartości tamtejszego wymiaru sprawiedliwości na nowe ustalenia i dowody. Standardy państw Unii Europejskiej pozostają w tej mierze niejednorodne. Adwokat z kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak obrazuje to zjawisko, zestawiając je z mechanizmem znanym z lokalnych sal sądowych:
- Zasadą w większości państw Unii Europejskiej jest oczywiście dwuinstancyjność postępowania. Na przykład w Polsce ta dwuinstancyjność oznacza apelację pełną, czyli sytuację, w której sąd w drugiej instancji ocenia od początku wszystkie zarzuty strony, może również oceniać nowe dowody i nowe fakty.
Jeśli sądownictwo gospodarcze w Belgii przyjmuje zbliżony i elastyczny model rozpatrywania odwołań, polska dyplomacja oraz obsługa prawna zyska realne okno na wytoczenie najsilniejszych działań. Jak konkluduje w tym aspekcie dr Mateusz Irmiński:
- Jeżeli taka procedura również obowiązuje w Belgii, to wówczas powstaje tylko kwestia tego, czy Skarb Państwa ma jeszcze jakieś dowody do pokazania, jakieś zarzuty, czy ich nie ma.
- Szerszy unijny kontekst, czyli cień «Pfizergate»
- Dla zrozumienia rzeczywistej skali problemu nie można analizować tego wyroku wyłącznie przez pryzmat niedopełnienia technicznych ram harmonogramu dostaw z 2022 roku. Bunt Polski przed odbiorem preparatów jest sprzężony z ogromnymi kontrowersjami politycznymi z poziomu samego wierzchołka struktur unijnych. Właśnie na to szersze tło strategiczne zwraca mocno uwagę Oktawian Kuc:
- Natomiast proszę też pamiętać, że to nie jest tylko sprawa, że tak powiem, „polsko-pfizerowa”. To sytuacja, która dotyczy tak zwanego „Pfizergate”, czyli całego procesu prowadzenia negocjacji przez Komisję Europejską, a następnie zawierania tych umów i ich późniejszego wykonywania. Sprawa ta była już przedmiotem różnego rodzaju postępowań i procedur przed Europejskim Trybunałem Obrachunkowym, który wykazał w tym zakresie pewne wątpliwości. Interweniował tutaj również Europejski Rzecznik Praw Obywatelskich.
- Ignorowanie apeli o udostępnienie dokumentacji, w tym ukrywanie bezpośredniej wymiany wiadomości z fazy przedkontraktowej, ściągnęło uwagę kluczowych organów kontrolnych. To właśnie efekty pracy tych instytucji mogą stanowić główną dźwignię dla Polski w belgijskim sądzie. Prawnik charakteryzuje obiecujące dla Rzeczypospolitej mechanizmy, które aktualnie są w toku:
- Mamy przecież wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w zakresie samych negocjacji i ich transparentności, który wskazuje, że te informacje powinny być ogólnodostępne, gdyż chodzi o wydatkowanie środków publicznych. Tymczasem Komisja Europejska i zarząd Pfizera odmawiają udzielenia tych informacji. Na koniec, cały czas – jak rozumiem – toczy się postępowanie przed Prokuraturą Europejską w zakresie zawierania tych umów. Ten szerszy kontekst też prawdopodobnie może zostać w mniejszym lub większym stopniu wykorzystany przed sądami belgijskimi, jeśli do tej pory nie został jeszcze podniesiony.
- Wynik nadciągającej apelacji będzie więc w głównej mierze zależeć od tego, czy pełnomocnicy zdołają płynnie przełożyć polityczno-prawny skandal unijny na twarde argumenty z zakresu prawa zobowiązań w postępowaniu cywilnym. Dochodzenia przed Prokuraturą Europejską i wyroki TSUE jawią się jako najsilniejsza broń defensywna rządu przed ostatecznym wyegzekwowaniem ponad 5,6 mld zł kary.