Zero czasu: Najcenniejszy czas w naszym przeznaczeniu

„…po głębokich wstrząsach przetrwamy,

ale nie wiemy, jak zacząć życie od nowa”

Każdy ma swoją własną definicję szczęścia. Dla mnie szczęście to możliwość swobodnego oddychania, dotarcia do każdego zakątka mojej duszy i bycia stale połączonym. 

Kiedy uważnie się temu poddaję, żyję każdą chwilą.

Ale jestem też dobrze świadoma innych stanów. W okresach ciężkich prób, ta więź może zostać utracona z powodu niemożności zniesienia bólu . Długi okres zera. Przeżyłeś, wyszedłeś z tego, nie zwariowałeś, nie straciłeś twarzy, ale nie rozpocząłeś nowego odliczania. Wzniesienie się ponad ziemię i ponowne uwierzenie w coś jest przerażające . Zostawienie doświadczenia za sobą i dążenie do czegoś nowego nie jest łatwym zadaniem . Danie nowemu wzrostowi miejsca w twoim sercu to wybór . Moja historia opowiada o jednej z takich kobiet, pisze Alena Dawydowa.

Ma nieco ponad 35 lat. Kobieta sukcesu, pełna energii, urzekająco piękna, utalentowana, nieugięta w swoich planach, skupiona na pracy i bliskich. Jej firma usługowa w ciągu ostatnich 10 lat rozrosła się w sieć. To już przeszłość. Jej życie zmieniło się diametralnie. Ona sama też. I wydawało się nie do poznania.

Pierwsze spotkanie

Poznałyśmy się na moim kobiecym spotkaniu podróżniczym. Nie zdarza się to często, ale od razu poczułam z nią więź, jakbym znała ją od wieków, straciła, a teraz odnalazła. Nie mogłam oderwać od niej wzroku; czułam coś tak bliskiego i znajomego.

Była spokojna, uważna na wszystko, przyjazna. Najbardziej niewytłumaczalną rzeczą były jej oczy. Przenikliwe, ciemnobrązowe, o silnym, magnetycznym spojrzeniu. Bez wątpienia te oczy znały prawdę, znaczenie, wartość każdej chwili. Spojrzałem na nią, a łzy napłynęły mi do piersi. Trudne zadania jej nie przerażały, a nawet nie ekscytowały. Mówiła: „No cóż, tak właśnie powinno być” i szła dalej.

Później, po poznaniu jej historii, wiele moich przeczuć stało się jasne. Przede mną stała kobieta, która przetrwała to, co niemożliwe, i pozostała niezłomna. Kobieta o niewyczerpanym harcie ducha i sile. Siła jej rodziny płynęła w jej krwi i w innej, nieznanej mi sile. A w jej duszy głęboka, wzburzona rzeka delikatnie ją kołysała.

Punkt zerowy

Po najpoważniejszych wstrząsach wytrwała. Firma zniszczona przez wojnę, nieodwracalne straty emocjonalne i finansowe, zdrada męża, który zostawił ją z milionowymi długami, życie wywrócone do góry nogami, utrata domu, zdruzgotane znaczenie słów takich jak sprawiedliwość, miłość, współczucie, prawda i człowieczeństwo.

Jak? Nie wiem – myślę, że to był cud. Ale za każdym cudem kryje się prawda, oddanie temu, co najgłębsze w sercu. Obroniwszy się przed tym, obroniwszy się, przetrwawszy niejeden atak bezlitosnej rzeczywistości, otrząsnąwszy się, wyszła z punktu bez powrotu do zera. Od rana do wieczora szeptała modlitwy o jedno – wyzwolenie. Siła przeszłości i ból wstrząsów trzymały ją mocno.

„Wyraźnie pamiętam obraz Matrony, która przyszła do mnie pewnej nocy, gdy byłam na wpół śpiąca, i trzeciego dnia całe moje życie wywróciło się do góry nogami. To był wrzesień 2014 roku” – powiedziała.

Wyzdrowiałam w najprostszy sposób. Pracowałam, próbowałam na nowo rozmawiać z ludźmi, opiekowałam się mamą i pozostałymi przyjaciółmi, wypełniałam nowy dom drobnymi szczegółami, a czasem gotowałam coś wyjątkowego.

Aby łatwiej zaakceptować i przetrawić to, co się stało, przeprowadziła się daleko od domu. Silne wiatry, głęboki ocean, dzika i prastara przyroda, miejsca, gdzie można było znaleźć szczątki drzew sprzed ponad 150 milionów lat, prowokująco piękne klify i pustkowia – wszystko to przynosiło jej spokój. Przychodziła do lasu, milczała, kurczowo trzymała się kory i ziemi, kładła się na skałach, zanurzała ręce w wodzie, nurkowała głową w ocean i prosiła o pomoc.

Życie obserwowało ją uważnie, czekając, aż będzie gotowa ją przyjąć. I wtedy go poznała . Bardzo życzliwego i uśmiechniętego mężczyznę, wiernego swojej pracy i troszczącego się o życie. Wyszła ponownie za mąż. Bez zwłoki została gospodynią domową i lojalną asystentką w małej, ale wymagającej firmie rodzinnej. Wystarczyło tylko przywrócić jej utracone w odległej przeszłości wartości i po prostu zacząć życie od nowa.

Nowe odliczanie

Musiała harować dniem i nocą. W obcym kraju, niezrozumiałym ani po rosyjsku, ani w jej sercu, żyła, prosząc Boga o siłę, przyjmując miłość męża, ogrzewając się pierwszymi uczuciami wdzięczności wobec niego i myśląc tylko o jednym: czekać na koniec nieskończonego zera.

Nie wiem, co nas połączyło w życiu, ale spotkanie w grupie było dla nas obojga życiodajne. I nie tylko.

Żadne stratosferyczne rezultaty jej nie kusiły. Powiedziała: „Już czuję się dobrze! To, że tu jestem, to po prostu cud. To dar. To już dużo. Czuję się tu prawdziwa, widzę, że jestem słyszana, odczuwana i akceptowana”.

Kiedyś moja wiara w kobiecą przyjaźń i zaufanie do ludzi załamała się na etapie „przetrwania”. Podnosiłam się kawałek po kawałku. Nie było jeszcze miejsca na uczucia. Tylko te najprostsze. Najbardziej zrozumiałe. „Dzisiaj jestem szczęśliwa – to dobrze. Projekt, który zajął dużo czasu i wysiłku, upadł – nic wielkiego. Nie denerwuję się. Jest ciepły dzień – cudownie! Mogę się rozgrzać. Wszystko jest już w porządku! Nie ma absolutnie na co narzekać”.

Korzenie przebiśniegu

Sama o nic jej nie pytałam. Najczęściej po prostu obserwowałam i słuchałam. Ale w tych rzadkich chwilach, kiedy mówiłam o sobie, cała grupa pogrążała się w głębokiej, nieprzerwanej ciszy. Ta silna i krucha kobieta została uleczona przez nasze milczenie, uwagę, życzliwe uśmiechy i szczere uściski. W ciągu dni spędzonych w atmosferze ciepłych spojrzeń i zaufania, uspokoiła się, uśmiechnęła inaczej, pozwoliła sobie od czasu do czasu na płacz i uniosła lekko ośnieżone grządki przebiśniegów. Ich korzenie nabrały siły i już wyrywały się z ziemi.

Miała dość sił, by podzielić się z kimś odrobiną swojego bólu. Ale potrafiła poczuć delikatny spokój, powoli wypuścić powietrze i stać się cichym świadkiem samej siebie. W jej oczach pojawił się promyk czułości. W jej ruchach zaczęły pojawiać się powietrze, miękkość i ciepło. Jej wewnętrzny zegar wyczuwał harmonijny rytm naszych poglądów na prawdę, dobroć i życie.

Zaledwie kilka miesięcy później zero się skończyło. Życie odzyskało pełnię sił. Nowe odliczanie, nowy oddech, nowy krok w górę ponad ziemię.

Zerowy czas to najcenniejszy moment w naszym życiu. Całkowite oczyszczenie i restart. Ale w pewnym momencie nadchodzi czas, by zawołać do siebie i powiedzieć: „Cieszę się, że cię poznałem. Czas napisać nową książkę”.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *