Łatwogang zakończył wyprawę rowerową z Zakopanego do Gdańska po przejechaniu 662,30 km. Trasa była elementem dużej akcji charytatywnej na rzecz dzieci z dystrofią mięśniową Duchenne’a. Ostatnie kilometry przejazdu były zabezpieczane przez policję i wspierane przez strażaków OSP.
Łatwogang w Gdańsku po trasie Zakopane–Trójmiasto
Po dziesiątkach godzin spędzonych na rowerze, walce ze zmęczeniem i kolejnymi kryzysami organizmu, Łatwogang w końcu dotarł do Gdańska, kończąc trasę, która od początku była traktowana jako ekstremalne wyzwanie. Cała akcja była kontynuacją jego internetowego fenomenu, który wcześniej przyciągnął uwagę szerokiej publiczności w Polsce i przerodził się w dużą zbiórkową mobilizację.
Tym razem influencer zdecydował się na wielodniową wyprawę rowerową z Zakopanego do Gdańska, której celem było wsparcie dzieci chorujących na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Internauci przez cały czas obserwowali każdy etap podróży, komentując postępy i wspierając go w momentach kryzysowych.
W trakcie trasy nie brakowało trudnych chwil – pojawiały się problemy żołądkowe, silne odwodnienie oraz wyraźne oznaki zmęczenia, o których sam Łatwogang mówił w trakcie transmisji.
Najcięższe były nocne godziny, kiedy walka ze snem i spadającą energią stawała się szczególnie wymagająca. Mimo tego nie zdecydował się na przerwanie jazdy, a kolejne kilometry były pokonywane dzięki wsparciu widzów i społeczności. W tym czasie udało się zebrać ogromne środki – najpierw 12 milionów złotych dla Maksa, później 3,5 miliona dla Adasia, a następnie rozpoczęto kolejną zbiórkę dla Wojtusia, który potrzebuje aż 15 milionów złotych.
Kryzysy na trasie i miliony złotych w zbiórkach
W trakcie jazdy emocje wielokrotnie sięgały zenitu, bo każdy kolejny etap przynosił nowe wyzwania, ale też kolejne sukcesy w zbiórkach. Łatwogang otwarcie mówił o tym, że jego organizm zaczyna odmawiać posłuszeństwa, a kolejne kilometry wymagają coraz większego wysiłku i determinacji. Mimo to utrzymywał kontakt z widzami i nie przerywał transmisji, która stała się centrum całej akcji.
Gdy dojazd do Gdańska był już bardzo blisko, atmosfera wśród oglądających i uczestników była coraz bardziej napięta i jednocześnie euforyczna. W pewnym momencie, po zakończeniu jazdy, Łatwogang krzyknął.
– Mamy to! Mamy to! – krzyknął Łatwogang na mecie w Gdańsku podczas finału swojej trasy.
Chwilę później zszedł z roweru i zwrócił się do wszystkich krótko.
– Wszyscy razem to zrobiliśmy! – mówił Łatwogang na miejscu zakończenia wyprawy.

Po tych słowach zaczął witać się z obecnymi, zbijał piątki z tłumem i udał się do busa, gdzie miał możliwość podziękować osobom zaangażowanym w organizację. Na miejscu pojawili się również Maksio i Adaś, których Łatwogang przedstawił publiczności, podkreślając ich znaczenie w całej akcji. W momencie zakończenia trasy na koncie zbiórki dla Wojtusia znajdowało się ponad 3,2 miliona złotych, co dodatkowo zmotywowało zgromadzonych do dalszego wsparcia.
Wtedy padł kolejny apel przez megafon, a tłum zaczął skandować dobrze znane z transmisji hasło: “Śrubujemy, śrubujemy!”.
Policyjna eskorta i wsparcie OSP na końcowych kilometrach
Ostatnie kilometry trasy do Trójmiasta przebiegały w wyjątkowej atmosferze, ponieważ przejazd Łatwoganga był wspierany i zabezpieczany przez służby. Kujawsko-pomorscy policjanci dbali o bezpieczeństwo na odcinkach trasy, koordynując ruch i czuwając nad przebiegiem przejazdu.
Dodatkowo część drogi influencer pokonał w asyście strażaków Ochotniczej Straży Pożarnej z Pszczółek, którzy towarzyszyli mu w końcowej fazie wyprawy. Wsparcie służb było szczególnie widoczne w rejonach o większym natężeniu ruchu oraz tam, gdzie gromadzili się kibicujący fani.
Na trasie nie brakowało też osób, które przychodziły z transparentami i dopingowały przejazd, a kierowcy mijających samochodów często reagowali klaksonami. W peletonie towarzyszącym Łatwogangowi jechała również grupa kilkunastu rowerzystów, którzy wspierali go na ostatnich kilometrach.