Sejm odrzucił wniosek o uchylenie immunitetu lidera Konfederacji Sławomira Mentzena. Ochrona prawna posła została utrzymana, ale zaledwie czterema głosami.
Sprawa od początku budziła kontrowersje, a sam Mentzen nie ukrywał, że widzi w niej polityczne podłoże.
Cztery głosy zadecydowały o wszystkim
Podczas czwartkowego posiedzenia Sejm głosował nad wnioskiem o uchylenie immunitetu Mentzena. Choć komisja regulaminowa zarekomendowała jego przyjęcie, na sali plenarnej zabrakło wymaganej większości. Za uchyleniem immunitetu opowiedziało się 227 posłów, przeciw zagłosowało 210, a dwie osoby wstrzymały się od głosu. Do skutecznego uchylenia ochrony prawnej potrzeba było 231 głosów, czyli bezwzględnej większości.
Zwolennikom wniosku zabrakło zaledwie czterech głosów, co oznacza, że wynik był naprawdę na granicy. Decyzję z wyraźnym entuzjazmem przyjęli partyjni współpracownicy Mentzena obecni na sali, a sam zainteresowany nie ukrywał zadowolenia z rozstrzygnięcia.

Raca na marszu i wniosek policji
Wniosek złożyła policja, która chciała pociągnąć lidera Nowej Nadziei do odpowiedzialności za odpalenie racy podczas ubiegłorocznego Marszu Niepodległości. Używanie materiałów pirotechnicznych podczas zgromadzeń publicznych jest w Polsce zabronione i kwalifikowane jako wykroczenie zagrożone mandatem w wysokości 500 złotych. Sprawa mogłaby wydawać się błaha, jednak szybko nabrała wymiaru politycznego.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, aby podjąć jakiekolwiek czynności wobec posła, służby muszą uprzednio uzyskać zgodę Sejmu na uchylenie jego immunitetu. Jest to standardowa procedura mająca chronić parlamentarzystów przed pochopnym ściganiem. Tym razem jednak stała się ona przedmiotem poważnego sporu, a czwartkowe głosowanie ostatecznie zamknęło policji drogę do wyciągnięcia konsekwencji wobec Mentzena.
Mentzen: chodzi o coś zupełnie innego
Jeszcze przed ogłoszeniem wyników głosowania Mentzen wszedł na mównicę i od razu przeszedł do rzeczy.
„Teoretycznie chcecie mi uchylić immunitet za odpalenie racy na Marszu Niepodległości. Wiemy, że chodzi o coś zupełnie innego» — oświadczył.
Przekonywał, że w przeszłości wielokrotnie używał rac bez żadnych konsekwencji.
„Wielokrotnie w przeszłości odpalałem racę na różnych wydarzeniach, dokumentując to w mediach społecznościowych i nigdy nikt z tym nie miał problemu» — mówił.
Jego zdaniem problem zaczął się dopiero wtedy, gdy odpalił racę obok baneru wymierzonego w premiera Tuska.
„Tym razem na Marszu Niepodległości odpaliłem racę na tle baneru ‘Polska dzisiaj powinna zwrócić Tusk do Berlina’. I to jest cały problem. Chcecie ukarać posła opozycji za wyrażenie swojej opinii na temat rządu» — argumentował.
Czarzasty wyłączył mikrofon
W pewnym momencie wicemarszałek Włodzimierz Czarzasty przerwał wystąpienie, powołując się na regulamin i przypominając, że dyskusja w tej sprawie odbyła się już dzień wcześniej. Gdy Mentzen mimo to mówił dalej, Czarzasty sięgnął po ostateczny argument i wyłączył mu mikrofon. Poseł nie zamierzał jednak milczeć. Podniesionym głosem, słyszalnym mimo braku nagłośnienia, dokończył swoją myśl:
„Nie chodzi o te 500 zł, panie marszałku, a o zasadę. Nie wolno karać opozycji za krytykę rządu. Jeżeli immunitet ma komukolwiek służyć, to swobodzie krytyki rządu».
Po chwili opuścił mównicę, zostawiając salę w sporym poruszeniu.