Zamarłem w chwili, gdy ich zobaczyłem.
Małe, ciemne, poskręcane kształty przylegające do zakurzonej podłogi obok mojego łóżka.
Wyglądały jak maleńkie trupy, na wpół ukryte pod włosami i brudem, jakby coś cicho rozkładało się dokładnie tam, gdzie śpię.
Przez chwilę czułem się jak w horrorze rozgrywającym się w mojej sypialni. Kształty były sztywne, powykręcane i niepokojąco organiczne, a im dłużej się w nie wpatrywałem, tym bardziej stawały się niepokojące.
Wyobrażałem sobie zarazy, choroby albo coś o wiele gorszego, czającego się tuż za rogiem. Choć byłem wyczerpany, nie mogłem się położyć i udawać, że ich nie widziałem.
Dopiero po dokładnym zbadaniu sprawy i przeprowadzeniu badań tajemnica rozpłynęła się w czymś dziwnie zwyczajnym.
Nie były to gnijące szkodniki ani oznaki ukrytego zagrożenia, lecz wysuszone szczątki starych gąsienic, dawno martwych i z biegiem czasu powoli pokrywających się kurzem i włosami.
Strach zniknął, zastąpiony ulgą i dziwnym smutkiem z powodu tych małych, zapomnianych istnień.
Tej nocy, po posprzątaniu wszystkiego, w moim pokoju zrobiło się jaśniej. To dowód na to, że czasem najbardziej przerażające odkrycia wydają się przerażające, dopóki ich nie zrozumiemy.