W poniedziałek wieczorem i w nocy w Warszawie odbyło się wielogodzinne spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z Mateuszem Morawieckim.
Uczestniczył w nim europoseł PiS Adam Bielan. Efektem jest kompromis w sprawie Stowarzyszenia Rozwój Plus założonego przez byłego premiera.
Bielan opublikował o godzinie drugiej w nocy wspólne zdjęcie polityków przy stole. Porozmawiał z nami o tym były poseł Artur Dziambor.
Adam Bielan potwierdził wizerunek człowieka do zadań specjalnych Jarosława Kaczyńskiego, skutecznie mediując rozejm
Porozumienie wygasza konflikt, ale może mieć charakter jedynie chwilowy
W Prawie i Sprawiedliwości trwa realna wojna frakcji – zwaśnione strony nie rozmawiają i ostentacyjnie nie podają sobie rąk
Nocne negocjacje i rola głównego mediatora w kryzysie
Decyzja o utworzeniu stowarzyszenia Rozwój Plus wywołała lawinę napięć, która niemal zakończyła się wyrzuceniem z partii polityków lojalnych wobec byłego szefa rządu. Zdecydowana reakcja centrali zmusiła zwaśnione strony do pilnego spotkania w nocy z 20 na 21 kwietnia. Ostatecznie spór został wyciszony w gabinetach, a dowodem na zawarcie kompromisu stał się wpis opublikowany około trzeciej nad ranem na platformie X przez europosła ugrupowania.
Właśnie Adam Bielan okazał się kluczowym architektem tych rozmów, przyjmując rolę nie tylko negocjatora, ale również reżysera precyzyjnego przekazu medialnego. Jego działania, polegające na szybkiej publikacji fotografii uśmiechniętych liderów, miały natychmiast przeciąć spekulacje o ostatecznym pęknięciu. Polityczną wagę tych zabiegów jednoznacznie ocenia były poseł, a od ubiegłego roku Pełnomocnik Ministra ds. Innowacji i Rozwoju Przedsiębiorczości, Artur Dziambor.
- Passa Adama Bielana w tym momencie trwa w najlepsze i wychodzi na to, że jest on jednym z bardziej obytych, a wręcz genialnym psychologiem społecznym. Potrafi wyczuć, co dana partia powinna robić, żeby zdobywać poparcie, i co powinno dziać się wewnątrz, żeby rzeczywiście to jakoś dobrze wyglądało, mimo tego, że jest źle. Wiemy doskonale, że w Prawie i Sprawiedliwości trwa wojna i ta wojna jest prawdziwa.
Są pomysły, jest porozumienie i wspólny kierunek. A że czasem iskrzy? Kto się lubi, ten się czubi. @OficjalnyJK i @MorawieckiM dziękuję! pic.twitter.com/1sP6xb4eTu
— Adam Bielan (@AdamBielan) April 21, 2026
Skala wewnątrzpartyjnej wojny i widmo politycznego podziału
Tarcia pomiędzy różnymi frakcjami straciły charakter kuluarowych intryg i przeniosły się na poziom otwartej, niemal instytucjonalnej wrogości. Twardy trzon partii, reprezentowany publicznie między innymi przez rzecznika Rafała Bochenka, wprost wyrażał obawy o budowę autonomicznych struktur. Sytuacja stała się na tyle poważna, że politycy poszczególnych skrzydeł zamrozili ze sobą normalne kontakty zawodowe.
- Zwaśnione strony wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości doszły w tym momencie już do takiego etapu, że ze sobą nie rozmawiają, a nawet ostentacyjnie potrafią nie podawać sobie ręki. Mimo tego, że są to koledzy z jednej partii, co jest bardzo ciekawe. Tymczasem wiadomo, że Jarosławowi Kaczyńskiemu powinno bardziej zależeć na wygaszeniu konfliktu niż na jego eskalacji, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość w tym momencie nie może sobie pozwolić na tego typu rozłamy. Nie dość, że Mateuszowi Morawieckiemu niewiele by to dało – bo stworzyłby partię, która biłaby się o próg wyborczy – to PiS zostałby osłabiony do reszty. Mógłby pomarzyć o wyniku rzędu 25%, nie wspominając w ogóle o tym, o czym oni marzą, czyli o powrocie do dawnej świetności. To się już nigdy nie wydarzy — mówi Dziambor.
Rzeczywistość opisywana przez pełnomocnika rządu jest weryfikowana przez twarde dane rynkowe. Z najnowszego, opublikowanego zaledwie kilkanaście godzin przed rozejmem sondażu United Survey, jasno wynika, że samodzielna partia powołana wokół stowarzyszenia oscylowałaby w granicach 5,1 proc. poparcia, co pozwalałoby na wprowadzenie do Sejmu jedynie kilkunastu posłów.
Chwilowe zawieszenie broni czy powrót do stabilności?
Tuż po nocnym zatwierdzeniu paktu zorganizowano wspólną konferencję prasową, na której główni zainteresowani poinformowali o utrzymaniu spójności. To właśnie ta błyskawiczna zmiana narracji i demonstracyjny pokaz zgody budzą największe wątpliwości dotyczące trwałości kompromisu.
- I tutaj widać, że Adam Bielan bardzo mocno zadziałał, żeby doszło jednak do rozejmu, a nie do rozłamu. I chyba to przetłumaczył Jarosławowi Kaczyńskiemu, bo prezes w tym momencie musi korzystać z jakichś podpowiadaczy. To nie jest już tak, że to on jest tym, który czuje absolutnie wszystko. Więc Adam Bielan odgrywa tutaj faktycznie bardzo dużą rolę. A propos tego słynnego zdjęcia, chciałbym się jeszcze dowiedzieć, kto je robił. Ktoś musiał robić to zdjęcie panów o 2:00 w nocy, gdy są już uśmiechnięci i dogadani. Po czym później mieliśmy tę konferencję prasową Mateusza Morawieckiego z Jarosławem Kaczyńskim, na której panowie opowiadali, że jest już cisza, jest rozejm i wszystko jest dobrze. Chociaż średnio wierzę, że będzie tak dobrze przez długi czas, to myślę, że coś z tego wyjdzie.
Zawarta umowa opiera się na wzajemnych, taktycznych ustępstwach. Inicjator Rozwoju Plus zachowuje swoją inicjatywę w strukturach, jednak prezes ugrupowania zagwarantował sobie bezpośredni nadzór nad funkcjonowaniem projektu poprzez Radę Ekspertów. Nie eliminuje to w żaden sposób pierwotnej przyczyny konfliktu, jaką pozostaje walka o przywództwo nad prawicą.
Obecny stan rzeczy należy więc interpretować nie jako realne wygaszenie sporu, lecz jego tymczasowe zamrożenie. Decyzje podjęte na Nowogrodzkiej są efektem chłodnej kalkulacji matematycznej, wymuszającej odłożenie ostatecznych rozliczeń na czas po wyborach.