Stołeczna policja oraz resort spraw wewnętrznych wyjaśniły przyczyny czwartkowej interwencji w lokalu Tomasza Sakiewicza.
Według oficjalnych komunikatów służb i relacji medialnych, działania funkcjonariuszy były bezpośrednią reakcją na anonimowe zgłoszenie o zagrożeniu życia.
Redakcja TV Republika utrzymuje jednak, że doszło do bezprawnego wtargnięcia i naruszenia nietykalności domowników.
Reakcja na zgłoszenie o próbie samobójczej
Podstawą działań policji było zgłoszenie na numer alarmowy 112, wskazujące na bezpośrednie zagrożenie życia. Nadkomisarz J. Morkowski z Komendy Stołecznej Policji zacytował treść informacji, jaką otrzymał operator:
„W Warszawie. Popełniam samobójstwo w toalecie. I tutaj operator dopytuje: ulicy Wiktorskiej, tak? Tak, tak. Podaje ponownie znów celem potwierdzenia numer mieszkania i tejże dzielnicy. I to jest informacja… później jest oczywiście ciąg kolejnych uwiarygadniających, potwierdzających przez operatora pytań i odpowiedzi. I to jest informacja, którą otrzymują policjanci»
Funkcjonariusz podkreślił, że w takich przypadkach policja ma prawny obowiązek niezwłocznie sprawdzić lokal. Według mundurowych, na miejscu zastano kobietę, która początkowo utrudniała czynności.
„To nie jest sytuacja jednostkowa… drzwi kobieta… weryfikacja czy to jest ta sytuacja i czy jest uzasadnione podejrzenie wynikające z tego zgłoszenia wskazywała czy pokierowane to było dalej w tym kierunku, że kobieta nie chciała się… nie chciała podać imienia i nazwiska, nie chciała się dać wylegitymować celem potwierdzenia kim jest” – podał Morkowski.
Policja zaznaczyła, że po pouczeniu o odpowiedzialności karnej kobieta podała dane, a w lokalu nie stwierdzono zagrożenia dla życia dzieci.
TV Republika oskarża służby o nękanie
Inny przebieg zdarzeń przedstawia stacja TV Republika, która nazywa interwencję atakiem na wolne media. Redaktor Rafał Patyra w programie „Express Republiki” stwierdził:
„Służby w mieszkaniu prezesa Republiki. W ruch poszły nawet kajdanki. Ataki na dom wolnego słowa przybierają na sile”.
Tomasz Sakiewicz poinformował, że policjanci weszli do środka bez nakazu i użyli środków przymusu wobec jego krewnej.
„W tym momencie, kiedy moja krewna poprosiła o wylegitymowanie, została skuta. Ja wyszedłem do nich, zażądałem wylegitymowania – nie chcieli ze mną w ogóle rozmawiać […] Nie mieli żadnego nakazu wejścia, wtargnęli siłą” – oświadczył Sakiewicz.
Redakcja ocenia, że incydent jest elementem szerszej kampanii zastraszania pracowników stacji, w tym serii fałszywych alarmów bombowych zgłaszanych w ostatnim czasie.
MSWiA o procedurach i zjawisku swattingu
Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński podkreślił w oświadczeniu, że służby muszą reagować na każdy sygnał o zagrożeniu życia, niezależnie od statusu właściciela lokalu. W komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych minister napisał:
„Służby podległe MSWiA nie prowadzą działań wobec jakiegokolwiek medium. Reagują na sygnały o potencjalnym niebezpieczeństwie i zagrożeniu życia”.
Kierwiński zaznaczył, że policja staje się w takich sytuacjach ofiarą prowokacji.
„Nie ponoszą odpowiedzialności za fałszywe zgłoszenia tak samo, jak za tych którzy chcą to wykorzystać jako oręż w politycznej walce” – wskazał szef resortu.
Obecnie policja prowadzi działania mające na celu ustalenie tożsamości autora fałszywego alarmu, co jest standardową procedurą w przypadku tzw. swattingu, czyli złośliwego wprowadzania służb w błąd.