Zasuszony kawałek nostalgii: Jak zapomniany Floam przeniósł mnie z powrotem do lat dziewięćdziesiątych

Rutynowo przestawiając stare meble w domu, natknęłam się na coś zupełnie nieoczekiwanego, ukrytego głęboko za półką.

Początkowo nawet tego nie rozpoznałam: dziwną, kruszącą się, różowawą bryłę, która z czasem wyblakła do matowego, brzoskwiniowego odcienia.

Jej tekstura była absolutnie surrealistyczna, przypominała skrzyżowanie suchych krakersów ze starą gumą do żucia, a w jej wnętrzu wyraźnie widoczne były drobne wtrącenia styropianu.

Moje dziecko, zaglądając mi przez ramię, zapytało ze zdziwieniem, dlaczego wydaje taki dziwny, chrupiący dźwięk.

Moja pierwsza myśl była alarmująca – czy znalazłem ślady owadów, czy gruz budowlany? Ale sekundę później ogarnęła mnie fala rozpoznania. To był Floam.

Jeśli dorastałeś pod koniec lat 90., ta kultowa zabawka z pewnością zapisała się w Twojej pamięci. Ten zestaw kolorowych piankowych kulek i lepkiego glutu, z którego formowaliśmy wszystko, co się dało. Spędzaliśmy godziny, formując z niego absurdalne kształty, tworząc dziwne potwory i nieustannie go ściskając, rozkoszując się tym niezrównanym, kleistym chrupnięciem.

Trzymając w dłoniach tę maleńką relikwię, poczułam się, jakbym cofnęła się w czasie. Sobotnie poranki momentalnie przelatywały mi przed oczami: szum telewizora, kreskówki w tle, stół umazany brokatowym klejem i całkowity brak zmartwień. Wtedy nie było w naszym życiu mediów społecznościowych ani niekończących się powiadomień – tylko nieograniczona wyobraźnia i ręce umazane zabawkami.

Moje dziecko prawdopodobnie nigdy nie zrozumie tego wyjątkowego dreszczyku emocji związanego z formowaniem pianki neonowej, którą uważaliśmy za szczyt technologii rozrywkowych. I to jest całkowicie naturalne. Ale przez tę krótką chwilę ten stary kawałek wyschniętej pianki stał się żywym mostem między moim odległym dzieciństwem a moim obecnym dorosłym życiem.

Oczywiście, nie zatrzymałem tego „eksponatu muzealnego”. Kiedy moja druga połówka zapytała z nutą ironii, czy planuję oprawić znalezisko w jakieś honorowe miejsce, bez zastanowienia wyrzuciłem je do śmieci.

Ale wspomnienia wciąż tu są. W końcu najżywsze fragmenty naszej przeszłości często nie są zachowane w drogich rodzinnych klejnotach czy antycznych meblach. Czasami żyją w zapomnianych, zakurzonych i chrupiących drobiazgach, które samym wyglądem przypominają nam, jak niesamowicie proste i beztroskie wydawało się życie w dzieciństwie.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *