Policyjna interwencja w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza wywołała ogromne emocje.
Policyjna interwencja w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza wywołała ogromne emocje
W piątkowe popołudnie do mediów dotarła informacja o interwencji policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza przy ulicy Wiktorskiej w Warszawie.
Szef TV Republika twierdzi, że funkcjonariusze wtargnęli do jego lokalu siłą, nie okazując wcześniej dokumentów, co wywołało polityczną burzę i liczne kontrowersje.
Tomasz Sakiewicz komentuje całą sytuację. Mówi o „bandyckim ataku”
Redaktor naczelny TV Republika w rozmowie z Onetem podkreślił, że zdarzenie traktuje jak atak na swoje mieszkanie. Jak wyjaśnił, policja miała zgłosić się do niego już dzień wcześniej, reagując na wezwanie dotyczące rzekomej próby samobójczej nastolatka. Jednak wówczas, gdy Sakiewicz nie był obecny pod wskazanym adresem, funkcjonariusze zakończyli interwencję po krótkiej rozmowie telefonicznej.
Do kolejnej wizyty służb doszło w piątek około godziny 13. Najpierw do drzwi zapukali ratownicy medyczni, informując o zgłoszeniu dotyczącym dziecka i ulatniającego się gazu. Niedługo potem do mieszkania weszli policjanci. Według relacji Sakiewicza funkcjonariusze skuli kajdankami kobietę, którą określił jako swoją asystentkę, i wyprowadzili ją z nieruchomości.

Tomasz Sakiewicz: „Sytuacja, jaka miała miejsce w moim mieszkaniu, jest dla mnie po prostu bandyckim atakiem”.
Naczelny TV Republika zarzuca policjantom także brak widocznych oznaczeń umożliwiających identyfikację oraz bezprawne przeszukiwanie lokalu bez jego obecności i bez stosownego nakazu, mimo że miejsce to jest również redakcją stacji.
Sakiewicz podsumowuje: „Drugim zarzutem jest fakt, że policjanci chodzili po moim mieszkaniu bez mojej obecności i bez nakazu”.
Dodał też, że nie jest pewien, czy podczas działań policji nie doszło do zabrania lub podrzucenia jakichś przedmiotów. Według niego tego samego dnia podobna interwencja miała mieć miejsce u innej pracownicy jego stacji.