Policja weszła do mieszkania Sakiewicza. Jest reakcja Pałacu Prezydenckiego

Piątkowa interwencja policji w mieszkaniu prezesa Telewizji Republika wywołała lawinę politycznych oskarżeń i postawiła pytania o standardy działań służb.

Zgłoszenie o rzekomym zagrożeniu doprowadziło do użycia środków przymusu wobec jego współpracownicy.

Sprawa błyskawicznie nabrała wagi państwowej. Jest pilna reakcja Pałacu Prezydenckiego.

Plaga fałszywych alarmów dezorganizuje pracę TV Republika. Policja w mieszkaniu naczelnego

Telewizja Republika, prywatny nadawca informacyjny o konserwatywnym profilu, od kilku miesięcy notuje skokowy wzrost oglądalności, stając się jednym z głównych ośrodków opinii dla prawicowego elektoratu po zmianach w mediach publicznych. Rosnące udziały w rynku telewizyjnym idą jednak w parze z potęgującym się napięciem wokół stacji. Jak wynika z relacji pracowników, środowisko związane z tym nadawcą stało się celem zorganizowanej serii ataków z wykorzystaniem mechanizmu spoofingu, czyli celowego podszywania się pod numery telefonów w celu wywołania fałszywych interwencji ratunkowych lub policji.

W minioną środę przed główną siedzibą telewizji pojawiły się jednostki straży pożarnej i radiowozy w związku z potrzebą interwencji. Jak podkreślają funkcjonariusze, przedmiotem działań nie był podmiot medialny.

Informacje o tym, że policjanci podejmowali interwencje wobec przedstawicieli mediów, to jest po prostu fake news — stwierdził mł. asp. Jakub Pacyniak cytowany przez zero.pl

Tomasz Sakiewicz w mediach społecznościowych podnosił jednak alarm, że działania służb uderzają bezpośrednio w stację.

Na antenie widzieli Państwo wozy straży pożarnej oraz policji. Również inne służby – w tym służby ratownicze – były zaangażowane w działania dotyczące tych incydentów. W ocenie zarządu spółki każdy z trzech incydentów stanowi przestępstwo, które powinno być ścigane z urzędu. Dziś pełnomocnicy stacji złożą stosowne dokumenty, mające doprowadzić do ścigania oraz postawienia przed wymiarem sprawiedliwości osób odpowiedzialnych za wszystkie trzy zdarzenia, do których doszło wczoraj — zapowiedział Sakiewicz na portalu X.

Skutki tych działań są wielowymiarowe: odciągają policję od realnych zagrożeń w przestrzeni publicznej, a jednocześnie dają paliwo do budowania narracji o celowym nękaniu niewygodnej dla obecnej władzy redakcji.

HOŁOWNIA KŁAMAŁ. NAMAWIAŁ NA… GRUCA: MARSZAŁEK MOŻE ZOSTAĆ SAM

Dramatyczne zgłoszenie i stanowcza interwencja w lokalu redakcyjnym
Prawdziwa eskalacja tego informacyjnego chaosu nastąpiła w piątek, kiedy to funkcjonariusze stołecznej policji zapukali do drzwi warszawskiego mieszkania Tomasza Sakiewicza, wieloletniego prezesa zarządu i redaktora naczelnego wspomnianej stacji. Z oficjalnych komunikatów wynika, że służby otrzymały dramatyczne zgłoszenie o najwyższym priorytecie, dotyczące bezpośredniego zagrożenia życia małego dziecka, zlokalizowanego rzekomo pod tym konkretnym adresem. Reakcja wysłanego na miejsce patrolu musiała być zatem błyskawiczna i bezkompromisowa. Wewnątrz lokalu funkcjonariusze nie zastali jednak żadnej osoby potrzebującej pilnej pomocy medycznej, lecz młodą kobietę.

Tomasz Sakiewicz w swoich publicznych wystąpieniach relacjonował później, że policja wtargnęła do środka siłą, odmawiając wylegitymowania się, a następnie bezzasadnie zakuła w kajdanki jego asystentkę. Dziennikarz stanowczo zaprotestował przeciwko takim metodom. Argumentował, że jego prywatny dom pełni jednocześnie funkcję oficjalnego lokalu redakcyjnego, w którym przechowywane są poufne dokumenty. Z tego względu nazwał całe zdarzenie jawnym naruszeniem tajemnicy dziennikarskiej, czyli prawnie chronionego obowiązku zachowania w bezwzględnej poufności danych informatorów oraz materiałów prasowych.

Z kolei komenda policji bardzo szybko przedstawiła opinii publicznej zupełnie odmienny obraz sytuacji. Z oświadczeń służb wynika wprost, że obecna na miejscu kobieta odmawiała podania swoich podstawowych danych osobowych oraz kategorycznie nie chciała współpracować z interweniującym patrolem. Ze względów bezpieczeństwa na czas trwania rutynowych procedur wyjaśniających nałożono na nią kajdanki, co określono jako całkowicie standardową praktykę prewencyjną w przypadku osób stawiających bierny opór. Policja kategorycznie zaprzeczyła również, jakoby doszło do formalnego zatrzymania asystentki lub bezprawnego przeszukania pomieszczeń w poszukiwaniu jakichkolwiek nośników danych.

Zebrane przez funkcjonariuszy informacje i weryfikacja zastanej na miejscu sytuacji pozwalają na stwierdzenie, że wiadomość o zagrożeniu czyjegoś życia była nieprawdziwa i najprawdopodobniej miała na celu wprowadzenie w błąd jej odbiorcy i służb ratunkowych. Po przeprowadzeniu niezbędnych ustaleń policjanci zakończyli interwencję. Nikogo nie „aresztowano”, chociaż taka informacja także pojawiła się w obiegu medialnym — czytamy na X.

Pałac Prezydencki reaguje na incydent u Tomasza Sakiewicza
Niefortunne zdarzenie na Mokotowie błyskawicznie urosło do rangi poważnego konfliktu na najwyższych szczeblach polskiej władzy państwowej. Kierownictwo stacji natychmiast zaczęło transmitowanie relacji z incydentu na żywo, wzywając swoich widzów do aktywnej obrony niezależności dziennikarskiej przed rzekomymi zakusami rządu. Na odpowiedź najważniejszych graczy politycznych nie trzeba było długo czekać. Szczególnie mocno wybrzmiała błyskawiczna reakcja ośrodka prezydenckiego, który od ubiegłorocznych wyborów parlamentarnych pozostaje w wybitnie chłodnych relacjach z aktualnym gabinetem ministrów. Głos w tej delikatnej sprawie zabrał publicznie jeden z głównych doradców głowy państwa, wydając zdecydowane i ostre w tonie oświadczenie.

Przedstawiciel Pałacu Prezydenckiego dobitnie podkreślił, że naturalną miarą dojrzałości każdego europejskiego systemu demokratycznego jest bezwzględny szacunek dla wolności słowa oraz całkowitej swobody wypowiedzi obywateli i prasy. Zastosowana przez niego retoryka była bezkompromisowa.

Miarą dojrzałości demokracji jest szacunek dla dziennikarzy, wolności słowa i swobody wypowiedzi. Gdy władza podnosi rękę na media (po raz kolejny), to kończy się demokracja — napisał Rafał Leśkiewicz.

Tego typu argumentacja może dowodzić, że każdy incydent z udziałem prawicowych dziennikarzy będzie natychmiast interpretowany na najwyższych szczeblach władzy jako siłowa próba tłumienia merytorycznej krytyki. Niezależnie od obiektywnego faktu, czy interwencja funkcjonariuszy była w rzeczywistości jedynie niefortunnym wynikiem złośliwego zgłoszenia, czy też rutynową i w pełni uzasadnioną procedurą operacyjną, koszty wizerunkowe tego medialnego zamieszania ponosi dziś przede wszystkim obóz władzy.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *