Telewizja na żywo rządzi się swoimi bezlitosnymi prawami. Prognozy pogody od lat przyciągają przed ekrany miliony widzów, a stacje telewizyjne doskonale wiedzą, że charyzmatyczna i atrakcyjna prezenterka to klucz do wysokiej oglądalności.
Jednak kiedy w grę wchodzi transmisja na żywo, nawet najpiękniejszy uśmiech nie uchroni przed nagłą katastrofą.
Widzowie wielokrotnie przecierali oczy ze zdumienia, widząc, co dzieje się na ekranie. Najczęstszy i najzabawniejszy błąd to zdrada green screenu.

Kiedy zmysłowa prezenterka wchodzi do studia w obcisłej, pięknej sukience, która niestety ma odcień zbliżony do telewizyjnej zieleni, jej ciało nagle znika. Zamiast pięknej kobiety, widzowie widzą lewitującą głowę, a na jej tułowiu przesuwają się chmury i fronty atmosferyczne.
Innym szokującym momentem bywa bunt garderoby. Kiedy strój jest zbyt dopasowany, fizyka bywa bezlitosna. Pęknięty zamek czy zerwane ramiączko na wizji sprawiają, że prezenterka musi w ułamku sekundy ratować sytuację, nierzadko prowadząc całą prognozę chodząc bokiem, aby ukryć problem przed milionami widzów.
Nawet najpiękniejsza gwiazda nie ma szans w starciu z naturą i awariami technicznymi. Zdarza się, że na zewnętrznym obiektywie kamery ląduje wielki owad, który na ekranie w studiu wygląda jak gigantyczny potwór, wywołując u prowadzącej krzyk i ucieczkę z kadru.

Czasami to po prostu błąd systemu – mapa nagle pokazuje 900°C w środku zimy albo chmury układają się w bardzo niefortunne, dwuznaczne kształty. Wtedy profesjonalna prezenterka wybucha niekontrolowanym, histerycznym śmiechem, z którym nie może sobie poradzić do samego końca wejścia antenowego.
Tego typu sytuacje przypominają, że telewizja na żywo to praca bez siatki asekuracyjnej, a najdrobniejszy przypadek zawsze może zamienić zwykłą prognozę w komediowy hit internetu.